Dobrze się dzieje w Unii Europejskiej, najważniejsze państwo unijne – Niemcy oraz szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker mówią głośno o potrzebie powołania europejskich sił zbrojnych, tj. sił zbrojnych finansowanych przez Unię Europejską i będących pod kontrolą polityczną Parlamentu Europejskiego.

To wspaniały pomysł, w istocie doskonały, nie posiadający wad – poza jednym problemem, który trzeba rozwiązać, chodzi mianowicie o stosunek wojsk europejskich do wojsk narodowych, zwłaszcza krajów będących w NATO, albowiem zapatrywania na politykę bezpieczeństwa są różne.

Jeżeli uda się rozwiązać ten problem, to czeka nas wspaniała i świetlana przyszłość, a zawód żołnierza będzie jednym z najbardziej popłatnych, albowiem będzie dostosowany do średniej zarobków urzędników europejskich. To mogą być prawdziwe żniwa.

Wojsko unijne, które na roboczo można nazwać „Eurowehrmachtem” powinno być oparte na komponencie narodowym, ale z pewnością działałoby lepiej, gdyby było ponadnarodowe, tak jak praktycznie wszystkie instytucje wspólnotowe. Jednakże czy możemy sobie wyobrazić europejską armię najemników, opłacanych przez Brukselę i de facto kierowanych do działania za pomocą decyzji Komisji Europejskiej, w ramach mandatu Parlamentu Europejskiego?

Nic chyba bardziej nie budowałoby wspólnej unijnej tożsamości, niż służba w takich strukturach. Jednakże w jakim języku byłaby komenda? Na jakim regulaminie byłaby oparta musztra? W tym zakresie armie Europejskie bez względu na unitaryzację standardów natowskich są niesłychanie konserwatywne. Nie ma przecież nawet zgodności stopni wojskowych pomiędzy poszczególnymi krajami! Każdy opiera się na swojej tradycji wojskowej w sposób możliwe najwierniejszy. Jak by to miało wyglądać w przypadku armii unijnej – stanowiącej umundurowany rodzaj administracji, trudno ocenić.

Oczywiście są gotowe pewne koncepcje, można do nich sięgnąć, ale to wymaga od państw narodowych de facto rezygnacji z części suwerenności, aczkolwiek jest oczywistym, że nie może być mowy o rezygnacji z armii narodowych. Model docelowy powinien zakładać istnienie sił europejskich, które będą wykraczały poza zadania sił narodowych. W to wchodzi unifikacja sprzętu, dowodzenia, komendy, praktycznie wszystkiego.

Nie ma problemu językowego, dowodzi tego przykład wielowiekowej już tradycji francuskiej Legii Cudzoziemskiej, która to formacja z powodzeniem przyjmuje rekrutów z dowolnej części świata, czyniąc z wielonarodowości prawdziwy atut. Patrząc historycznie, armia Austro-Węgierska była najbardziej różnorodną zbieraniną wielonarodowego elementu, który jak wiemy z historii w wielu częściach składał się z elementu podejrzanego dla samego dowództwa, ale był wykorzystywany jako składowe armii Imperium Habsburgów.

Polacy mają duże doświadczenie w zakresie służby w tych dwóch formacjach z obydwu modeli można wyciągnąć cały szereg różnych wzorców, które mogą mieć znaczenie dla sukcesu przyszłych wojsk europejskich.

O ile jednak kwestie zaciągu można potraktować wtórnie, to bezwzględnie fundamentalnym problemem jest finansowanie takiego przedsięwzięcia przez Wspólnotę, na odpowiednim poziomie. Jeżeli zostałby przyjęty model istotnych sił wsparcia, dla armii narodowych tj. rozpoczęcie formowania jednostek od najbardziej drogich elementów wspólnych – to miałoby dodatkowy walor, realnie wzmacniający zdolności uderzeniowe i obronne armii narodowych państw europejskich, możliwych do skutecznego użycia bez zgody i udziału strony amerykańskiej, której kontrowersyjne zachowanie się w sprawie ostatnio otaczających Unię Europejską konfliktów stawia pod znakiem zapytania wiarygodność Ameryki, za którą wiele państw NATO przelewało krew w Iraku i Afganistanie.

W tym kontekście należy zacząć postulować rozpoczęcie formowania jednostek od wojsk kosmicznych, w postaci zdobycia przewagi w kosmosie poprzez możliwość niszczenia obiektów kosmicznych przeciwników oraz gromadzenia informacji i zabezpieczenia komunikacji. To jest najdroższe, wręcz niemożliwe dla pojedynczych krajów do zabezpieczenia, ale w oparciu o potencjał finansowy Komisji Europejskiej nie powinno być z tym żadnych problemów. Za kilkadziesiąt miliardów Euro, można skonstruować potrzebną infrastrukturę orbitalną i ziemską, zapewniając w oparciu o istniejące instytucje cywilne i badawcze – znaczny potencjał wywiadowczy i komunikacyjny, a ze zderzeniem się ciałem fizycznym z innym na orbicie – nie ma żadnego problemu.

Drugą kwestią powinien być wysokiej klasy wywiad wojskowy, służący do gromadzenia informacji wojskowej GLOBALNIE! To byłoby wspaniałe wykorzystanie możliwości jakie daje własne wejście w kosmos oraz przeniesienie skali odniesienia europejskiego punktu widzenia, na gromadzenie informacji dotyczących całego świata. W skład tych zadań powinny wchodzić wojska informatyczne, przystosowane do walki w cyberświecie.

Trzecim elementem już stosunkowo konwencjonalnym powinno być silne wspólnotowe lotnictwo, składające się przede wszystkim z tego co można połączyć lub po prostu zakupić i zapewnić nową jakość jak lotnictwo morskie – siły rozpoznania i walki radioelektronicznej. Wspólne komponenty transportowe oparte na istniejących rozwiązaniach europejskich – duża ilość samolotów transportowych i śmigłowców dużej ładowności i wysokiej uniwersalności. Chodzi o budowę zaawansowanej logistyki wojskowej w oparciu o wszystko, co zapewnia uniwersalny transport lotniczy, a potem rozwijanie tego na kolejne gałęzie transportu – integrując i rozwijając rozwiązania doskonale rozwiniętej logistyki cywilnej.

Jeżeli udałoby się uzyskać chociaż tyle, to byłby wielki sukces. W kolejnych etapach można myśleć o lotnictwie uderzeniowym, lotniskowcach, łodziach podwodnych, okrętach desantowych, wojskach pancernych itd. Na sam początek jednak najważniejsze są te komponenty, które uczynią Europę samodzielnym graczem w skali globalnej – wojska kosmiczne, wywiad w pełnej skali, wojska cybernetyczne, zaawansowana logistyka. Można także pomyśleć o wojskach specjalnych, których kształtowanie jest stosunkowo długie, a z pewnością byłyby znamienitym zaczątkiem czegoś większego w przyszłości. Biorąc pod uwagę skalę możliwego finansowania, można mówić o kilkunastu tysiącach żołnierzy, którzy wyewoluowaliby z sił narodowych do ponadnarodowej struktury wspólnotowej.

Wątkami pobocznymi myślenia o wspólnej polityce obrony Unii Europejskiej muszą już na samym początku stać się sprawy szeroko rozumianej Obrony Cywilnej, która powinna mieć takie same standardy we wszystkich państwach unijnych. Byłoby to bardzo istotne wzmocnienie narodowych służb ratunkowych, pokazujące prawdziwy wymiar europejskiej odporności na kryzysy. Nic bowiem nie jest bardziej w stanie pomóc nam w razie zagrożeń ze strony klęsk naturalnych lub wojny niż dobrze przygotowana i rozbudowana Obrona Cywilna, nakierowana na obywateli oraz zabezpieczenie elementów infrastruktury krytycznej. Na to nie można żałować pieniędzy, a niestety żałują ich państwa członkowskie, w niektórych w ogóle nie istnieje jako faktyczny komponent struktur bezpieczeństwa i służb ratowniczych.

W ten oto sposób można sobie wyobrażać „Eurowehrmacht”, jeżeli rzeczywiście ma być to coś skutecznego, potrzebnego i coś więcej niż zwykłe rozwinięcie sił narodowych, to właśnie w taki sposób należy podejść do zagadnienia. Najważniejsza jest budowa tych komponentów, które są najbardziej kosztowne i mają realny wymiar ponadnarodowy, czyniący Unię Europejską samodzielnym graczem w globalnej rozgrywce militarnej.

Na marginesie warto zwrócić uwagę, że takie podejście do zagadnienia stworzyłoby zupełnie nową formułę podejścia do obrony zbiorowej w regionie. O ile przyjęcie do NATO państw z poza Sojuszu jest dzisiaj bardzo trudne i może oznaczać ryzyko nawet wojny jądrowej, to w przypadku sił europejskich – możliwe jest wykorzystanie we wspólnej architekturze obrony także Szwecji, Finlandii, czy też krajów stowarzyszonych i aspirujących jak np. Gruzja, czy… Ukraina, czy nawet poszukiwanie nowej formuły bezpieczeństwa wspólnie z Federacją Rosyjską.

Krakauer
http://obserwatorpolityczny.pl

Advertisements